Wojny Rdzeniowe (Core Wars).

Na początku lat 90-tych grywano w tzw. Wojny Rdzeniowe. Ta ambitna i trudna gra została szeroko opisana na łamach Scientific American
Wojny Rdzeniowe polegały na - z grubsza biorąc - pisaniu programów komputerowych, które walczyły między sobą. Dwa programy były wpuszczane na arenę, czyli specjalnie opisany obszar pamięci komputera. Program wykonywał jedną instrukcję ze swojego ciała, po czym oddawał sterowanie przeciwnikowi. Należało uszkodzić ciało przeciwnika, tak by nie mógł on wykonać swojej instrukcji.
Programista, zwany wojownikiem lub rycerzem, miał do dyspozycji cos koło 10 instrukcji. Były tam pętle, instrukcje warunkowe, był odczyt i modyfikacja komórki areny. Był też bardzo ciekawy motyw wielozadaniowosci - program mógł uruchomić na arenie autonomiczne podprocesy.
Wszystko to nie było całkiem proste. Wojny Rdzeniowe wymagały prób i ćwiczeń. Najciekawsze zas było to, że walczącemu na arenie programowi nie moglismy w żaden sposób pomóc. Śledzilismy na ekranach ruchy krzemowego wojownika, zadając sobie pytanie, czy wystarczy mu inteligencji, by pokonać oponenta.
Na początku lat 90-tych krzemowe rycerstwo skupiło się wokół miesięcznika ENTER, gdzie miałem przyjemnosć prowadzić stałą rubrykę, poswięconą Wojnom Rdzeniowym. Gralismy w niedoskonałym programie mego autorstwa, implementującym arenę walk, prosty edytor i debugger. 
Po roku comiesięcznych treningów postanowilismy zorganizować I Mistrzostwa Polski. Stawił się kwiat Polskiego Wojska, nieobytego w prawdziwych bojach, w zbrojach błyszczących, w dumnie podniesionymi przyłbicach. 
Tylko czy wytrzymamy starcie z legendarnym Kowbojem, ówczesnym mistrzem swiata, wychowanym gdzies w moskiewskich akademiach wojskowych? Albo z niezwykle szybkim i przebiegłym wicemistrzem Ferretem?
Dostałem więc polecenie zorganizowania Mistrzostw Polski. Kondycja rycerstwa była nieznana - nie wolno było zajrzeć do dyskietek przed zawodami. Postanowiłem więc nieco zdestabilizować sytuację. Ważne było tylko zwycięstwo (sporo swiatowych wojowników starało się nie przegrywać, zadowalając się obroną i remisem) i to jak najszybsze i najefektowniejsze. Apoteoza czystej agresji - tak oto kształtowałem wraz z redakcją ENTERA dzisiejszych, już dorosłych luminarzy informatyki.
Przyznam, że potem trochę oberwało mi się za ową destabilizację krajobrazu bitewnego, ale zawody były niezwykle ciekawe, krwawe i pełne zgiełku.
Wygrał Mistrz Maciejczak z Sieradza i co ciekawsze, po roku obronił swój tytuł. Ten niemłody (na tle pozostałych wojowników) rycerz doskonale wyszlifował broń i myslę, że wtedy był najlepszym wojownikiem na naszej planecie. Jego Gisela łapała przeciwników w rodzaj worka, przytrzymywała ich tam modyfikując nieco ich wykonywalny kod, po czym - już nieruchomych - dosłownie wdeptywała w krwawy piach areny.
I Mistrzostwa Polski w Wojnach Rdzeniowych zostały rozegrane na komputerach osrodka dydaktycznego ówczesnej Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku. W komisji sędziowskiej znalazła się pani Ela Roszkowska (sekretarz komisji), pan Janusz Taranienko (nauczyciel przedmiotów komputerowych, co ciekawsze - filolog, literat i poeta) oraz Andrzej Stasiewicz, czyli ja. Mistrzostwom patronował i nagrody fundował miesięcznik komputerowy ENTER.
W połowie lat 90-tych głównym animatorem Wojen został jeden z najmłodszych i najzdolniejszych programistów, wczesniejszy laureat, rycerz Adam Ryba. Napisał w Turbo Paskalu doskonałe srodowisko do walki i treningu - sądzę, że na ówczesne czasy najlepsze na swiecie. To był chyba jego pierwszy, ale duży i bardzo dobry program komputerowy.
Niestety, rycerstwo zaczęło gnusnieć w domowych zaciszach. Starzy mistrzowie nieco odsunęli broń, jedynie Gisela II Mistrza Maciejczaka nadal tratowała wszystkie areny. Młodzież przestała się garnąć do zbrojowni. 
Wreszcie sam Adam Ryba odstawił miecz. Bitewny zgiełk ustał.
Wojny Rdzeniowe były bardzo elektryzującym zjawiskiem. Prosto i konkretnie postawione zagadnienie, jasne reguły, język o ledwie 10 instrukcjach. Adrenalina dla myslących, nawet tych, co to boją się pójsc do sąsiedniej wioski na sobotnią zabawę. Na początku lat 90-tych grano w Wojny na całym swiecie. Wiele uwagi poswięcał Wojnom Scientific American - wówczas chyba najlepsze pismo popularno - naukowe.
Zatem dlaczego Wojny Rdzeniowe upadły? 
Myslę, że wymagały za dużo wysiłku intelektualnego, ponadto wtedy własnie pojawiły się inne, pasjonujące gry komputerowe. Nastała epoka Dooma, Quake'a, Hexena - prawdziwie wirtualnych, dynamicznych obrazów, gdzie przeżyć musiał sam grający, nie napisany przez niego program.
Wojny Rdzeniowe to czasy ZX Spectrum, Commodora, Atariego i wczesnego PC-ta. Myslę też, że czasy te minęły bezpowrotnie.
2003.08.20